Pierwsza tura wyborów samorządowych skończyła się aferą. System liczący głosy zaliczył wysyp, a liczeniem zajęli się ludzie z PKW. Skończyło się to tym, że w pewnych okręgach wygrywały osoby, które nie startowały, co moim zdaniem i tak wpasowuje się w Polską definicję normalności.

W trybie express ogłoszono powtórkę wyborów, rzecz jasna. Odbiło się to echem w Internecie, którego społeczność zgodnie uznała, że żyjemy w zdrowo kopniętym państwie. Nie tylko ona - opozycja miała tak szybką reakcję, że nie powstydziłby się jej Struś Pędziwiatr po 2 mocnych espresso.

Akurat miałem przyjemność w tym czasie wynajmować pokój we Wrocławiu, więc zachęcony podszeptami z Internetu zrobiłem sobie spacerek na Rynek, na którym to odbywały się protesty. Fakt  - ludzi było tyle, że ciężko było się przecisnąć, a 95% osób zgodnie uznawała, że nasz rząd robi nas w bambuko. Nie można się temu dziwić, po ostatnich aferach pokroju “Belki” i podsłuchanych rozmów w restauracji duża część narodu miała skrajnie negatywny stosunek do władzy. A teraz ta sytuacja na dobre się nie zmienia.

Biorąc pod uwagę że większość z Was ma ważniejsze rzeczy do roboty, niż przejmowanie się tym, na co i tak nie mamy wpływu - szkoda czasu na to wszystko. Ale trochę szkoda jednak, że tak się dzieje w pięknym, poniekąd, państwie, prawda?

Jeśli jednak macie dość tej atmosfery wyborczej, weźcie kilka dni urlopu. Mamy nawet dobre miejsca:

 

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij